Natrafiłam na to dziś grzebiąc wśród nowości u Wuchsy, moje oko przyciągnęło swojsko brzmiące nazwisko.
Humięcki & Graef to nowa marka stworzona przez dwóch panów, Sebastiana Fischenicha i Tobiasa Mukscha. Projekt ma na celu, jak wyczytałam na oficjalnej stronie, tworzenie zapachów, które opowiadają jakieś historie, emocje, wspomnienia, a nazwany został na cześć babek obu twórców - Heleny Humięckiej i Kathariny Graef.
Pierwszy zapach nosi - również swojsko brzmiącą - nazwę Skarb i został stworzony przez Christophe'a Laudamiela.
Z lenistwa pozwolę sobie zacytować fragmenty opisu po angielsku:
Humiecki and Graef asked Laudamiel to create a perfume that captures the state of "how men cry" - eruptive and sensual. Pictures from Slavic culture, as well as how they deal with melancholia and happiness served as inspiration. The result is a perfume that combines raw eruption, sensual strength, melancholic warmth and deep mysticism.
(...) In the centre of the star is the core of the emotions: the feeling of shed tears. The different points of the star represent the facets of the concept: the watery and purifying effect, a deep slavic soul, childhood memories, as well as the soft and animalistic feeling of naked skin. the scents of absinth, myrrh, patchouly, sandal wood .... reflect in succession the melancholia upon with the perfumer based his creation.
Słowiańska dusza w perfumach? Czemu nie, jestem za.
Dałabym się uwieść, niepomna rozsądku, ale szczęśliwie sandał mi zazgrztał fałszem
Na flirt wsparty mową wachlarzy nadal mam ochotę, ale na bogów! - słowiańska dusza i drzewo sandałowe? Nie, to - w słownym zapisie - do mnie nie przemawia. Może się wybroni na bardziej podprogowym poziomie przekazu (w sumie mirra to też nie bardzo słowiański aromat, a jej się nie czepiam). A absyntu zawsze jestem ciekawa
Dołączyła: 01 Maj 2007 Posty: 1805 Skąd: z 84 ptaszków
Wysłany: Nie Sie 17, 2008 10:42 pm
Przenoszę rozmowę o Słowiańszczyźnie z Kuriera:
toccata napisał/a:
Cudowne to były czasy i jakieś... rześkie takie
Bezpiecznie sobie to piszę, wiedząc, że gdzie jak gdzie, ale na wyziewach nikt mi z ofiarami z ludzi nie wyskoczy i nie będę musiaa polemizować niechlubne przykłady krucjat i auto da fe przywołując.
Skarb... Pomyśl, niedługo cała butelka via Duża Wieś koło Zgierza do Ciebie przyleci
annie napisał/a:
bo po chrzcie to już płaczki nad utraconymi bogami i utraconą swobodą... i kultura nasza się zubożyła.
i tak płacze się do dziś.
Ach! Skarb spóźniony! Ale jak zapach reklamujący się jako "płaczki" mógł mnie skusić? Zresztą, ja żadnego płaczu i melancholii w nim nie wyczuwam - to taka właśnie "rześkość".
toccata napisał/a:
O ile pamiętam, to smarowałam Cię nim niemalże na siłę
toccata napisał/a:
Przyznaj, że po lekturze Janion, można znaleźć powód by zapłakać nad Niesamowitą Słowiańszczyzną
annie napisał/a:
Zapłakać to może nie, ale strasznie smutno mi się robi, gdy pomyślę, jak nas chrześcijańska mentalność zniszczyła, pokurczyła kulturę, zubożyła wyobraźnię, wytłukła bóstwa ziemi i słońca.
Jeśli pojawiała się "niesamowitość" to najczęściej jako kalka z innych kultur, jakby nas już nie było stać na odrębność wyobraźni.
A później się dziwią, że nas tylko łupią i grabią przez lat już tysiąc.
Ale nie wydaje mi się, aby Skarb opowiadał tę smutną historię.
Piratessa napisał/a:
toccata napisał/a:
Przyznaj, że po lekturze Janion, można znaleźć powód by zapłakać nad Niesamowitą Słowiańszczyzną
Oj, można - niektóre fragmenty są niemal drastyczne. Ja bym się chyba popłakała, gdyby nie to, że uczucie złości i buntu przeważało.
Ostatnio nawet rozmawiałyśmy o tym z siostrą, że w szkołach bardzo marginalizuje się historię i kulturę Słowian. I brakuje dobrych książek jednak na ten temat (chyba?).
Norna napisał/a:
A swoją drogą, a propos Niesamowitej Słowiańszczyzny, to ciekawe, że już nie pierwszy raz mamy podobne zdanie czy wrażenia odnośnie do pewnych zagadnień nieperfumeryjnych, czy wręcz niewęchowych. Bo ja też miotam się w bezsilnej złości i smutku, myśląc o zduszonej kulturze Słowian. Przypomniałam sobie i znów mam
toccata napisał/a:
Tak, to była wyjątkowo bezwzględna pacyfikacja ze strony ponuraków w czerni z gębami nafaszerowanymi słowami o wszechogarniającym boskim miłosierdziu. Mnie najbardziej w tym wszystkim boli nawet już nie tyle zgnębienie kultury słowiańskiej, ile bezwzględne zatarcie po niej śladów. Bo przyznajcie sami: cóż my o naszych przodkach wiemy. Jakieś strzępy, imiona bogów, trochę ciemnych wyobrażeń o obrzędowości słowiańskiej i okaleczone święta obandażowane chrześcijaństwem. Kupały przemocą wcielone w świętego Jana etc.
Na początku XI wieku przez Polskę przetoczyła się druga fala pogaństwa. Niektórzy historycy przypuszczają, że na czele antyksiężej rebelii stanął książę Bolko, syn Mieszka II Lamberta, dziś zwany Zapomnianym. Księża już się wystarali, żeby wszelki ślad po niesfornym synu Mieszkowej nałożnicy przepadł...
Piratessa napisał/a:
U Słowian Południowych (chyba przez niewolę turecką) więcej się takich rytuałów i wierzeń zachowało. Na zapadłych bułgarskich wsiach chyba dalej wierzą w wampiry, nie mówiąc już o tym, że umarłym zbiorowo polewają rakiję na cmentarzu .
Z tym stłamszeniem słowiańskiej kultury to trzeba się pogodzić, ale nie rozumiem, dlaczego w dalszym ciągu jest to spychane gdzieś na tyły nauki, kultury itp i jakoś specjalnie nikt się nie troszczy, żeby ta ważna mimo wszystko wiedza była rozpowszechniana. Ja zaległości nadrobiłam dopiero na studiach (u nas na szczęście nie wisiały krzyże na ścianach, ale litografie z Żywią i Triglavem przed dyrektorskim gabinetem).
annie napisał/a:
Dlatego bardzo bym chciała odrestaurować trochę tamte czasy - i wykorzystać do tego Skarb. To co? łączymy siły?
Ja to bym chciała, żeby mi ktoś wylewal rakiję na grób To gdzie mam się kazać pochować?
Tak, Skarb to dobry pretekst do ratowania kultury Słowian Gdybyż panowie Fischenich i Muksch wiedzieli, co z ich kreacją się będzie wyprawiać
A swoją drogą, czy wiele osób poznało Skarb? Jakoś dziwnie cicho o nim u nas. Szkoda, bo warto. Jest w nim coś pociągającego, melancholijnego i upiornego zarazem. Przejrzystość, gorycz, jesienny chłód i dużo przestrzeni.
Zwłaszcza ta gorycz mnie jednocześnie przyciąga i odpycha. Mam przy nim takie ciarki, jakby mi ktoś kazał nocą wylewać rakiję na cmentarzu
Niejasno sobie przypominam, że na annie więcej było akcentu drzewnego, tak annie?
Dołączyła: 01 Maj 2007 Posty: 1805 Skąd: z 84 ptaszków
Wysłany: Nie Sie 17, 2008 11:09 pm
oj, właśnie ten dreszcz w nim siedzi!
ufff, czuję, że nagle go uchwyciłam, bo melancholii w nim nie jest dużo.
On mi pachnie prawie samym rozmrażaczem - tak ostrym i krystalicznym, jakby ktoś ułamkiem diamentu po drugim diamencie przejeżdżał. I dziwne, ale mam ogromny problem z wyłapaniem poszczególnych nut - to pewnie dlatego, ze zapach ten nie został ułożony w piramidę, ale rozchodzi się jak kręgi na wodzie - pojawi się mirt, i główkę schowa, zadźwięczy jęczmień (jęczmień! czujecie! i wszystkie białogłowy przetaczają się przez wyobraźnię!), chrząknie lubczyk i tyle go widzieli.
cały czas mam wrażenie, że już go znam, ze gdzieś wąchałam, ale nie jest to wrażenie powtórki z rozrywki czy naśladownictwa - ale wszechogarniające poczucie swojskości.
zapachnie kadzidłem (ale młodym, rześkim, radosnym! żadne modły ale dziękczynienie za słońce!) (ja i radość za słońcem? coś sie we mnie włączyło...), i przypomni mi o Bois d'Encens, zapachnie lubczykiem i przed oczami stanie mi ostrość potężna Patchouli LUXE CdG...
To zapach żywiołu wody - nie wiem, tylko jak uzgodnić te łzy z reklamy z zapachem. Bo tu smutku nie ma nic a nic.
Bo na tobie układa się inaczej. Na mnie brzmi trochę trumiennie, ponuro. Oj, dziękczynienia za słońce tu nie ma - Skarb w interpretacji mojej skór słońca już nawet nie pamięta, taki desperat. Tylko lęk czai się jak wielki pająk w mroku.
Ja to bym chciała, żeby mi ktoś wylewal rakiję na grób To gdzie mam się kazać pochować?
W Bułgarii. Ale chyba lepiej pochować kogoś, bo potem się z tej okazji ciągle imprezuje. A rakiję się wylewa, bo przychodzi się na cmentarz pić razem ze swoimi zmarłymi i jeść też - takie to u nich święto zmarłych. I przechodniów chętnie częstują , a w takim momencie nie można odmówić.
Ale wracając jeszcze do starosłowiańskich wierzeń to na wsiach (w mniejszych miastach pewnie też) bułgarskich to obowiązkowo w pomieszczeniu gdzie ktoś umarł, czy raczej leży zmarły trzeba poodwracać albo zasłonić wszystkie lustra, żeby nieboszczyk nie zamienił się w wampira.
A po 40 dniach od śmierci robi się wielką imprezę
Raczej mało tu płaczliwych elementów.
A Skarb jest gdzieś w Polsce w ogóle dostępny?
W tej reklamie to jakiś nokturn Chopina podłożyli?
Dołączyła: 01 Maj 2007 Posty: 1805 Skąd: z 84 ptaszków
Wysłany: Sro Sie 20, 2008 7:24 pm
Piratessa napisał/a:
trzeba poodwracać albo zasłonić wszystkie lustra, żeby nieboszczyk nie zamienił się w wampira.
A Toccata śmieje się ze mnie, że cierpię na paniczny lęk przed lustrami.
Piratessa napisał/a:
Skarb jest gdzieś w Polsce w ogóle dostępny?
No właśnie, Piratesso, wstyd, że nigdzie. Tylko u Wuschy i na Luckyscent (niezawodnie)
Wstyd, że tak o nim cicho i dlatego na zinie pisze już się artykuł.
Ja to bym chciała, żeby mi ktoś wylewal rakiję na grób To gdzie mam się kazać pochować?
W Bułgarii. Ale chyba lepiej pochować kogoś, bo potem się z tej okazji ciągle imprezuje. A rakiję się wylewa, bo przychodzi się na cmentarz pić razem ze swoimi zmarłymi i jeść też - takie to u nich święto zmarłych. I przechodniów chętnie częstują , a w takim momencie nie można odmówić.
CIekawy kawałek "ruchu oporu" przeciwko dołującej praktyce chrześcijańskiej, rodzącej bunt i niezgodę na naturalną część życia, jaką jest śmierć.
A swoją drogą, pasuje do tych rozważań, i chyba nie stanie w wielkiej sprzeczności ze Skarbem cytat z "Czarownicy" Micheleta, nawiązujący do niweczenia przez duchowieństwo prastarych tradycji:
Orutnym też doprawdy pomysłem było przeniesienie Święta Umarłych z wiosny, kiedy obchodziła je starożytność, na listopad. Pierwotnie, w maju, grzebano ich w kwiatach. Przełożone później na marzec, święto przypadało wraz z orką wiosenną i przebudzeniem skowronka; umarli i ziarno wchodzili razem do ziemi z tą samą nadzieją. Ale niestety, w listopadzie, gdy kończą się wszystkie roboty, niebo na długo zasnuwa się chmurami, a człowiek wróciwszy do domu zasiada przy ognisku i widzi naprzeciwko miejsce opustoszałe na zawsze... Och, jakież spotęgowanie żałoby!... Oczywiście, wybrano ten moment, moment pogrzebu natury, już sam w sobie żałobny, w obawie, że człowiek sam nie odczułby dość dotkliwego bólu...
No cóż, w takiej chwili, Słowianie zwykli znieczulać się samogonem
Annie, zajrzyj na dno próbki, bo nie pamiętam - czuć tam jakąś rodzimą produkcję domową?
Dołączyła: 01 Maj 2007 Posty: 1805 Skąd: z 84 ptaszków
Wysłany: Czw Sie 21, 2008 12:48 am
Zawsze chciałam wyjechać stąd (ach! dzika Skandynawia! najpiękniejsze, unoszące się na swych uszach orienty!). Nie aby uciec i godnie zarabiać, ale aby spojrzeć na nas z dystansu, bez wpisanego programu bufonady i obrazu Mesjasza narodów - co jest lichym kaftanikiem naszych trzęsiportek.
Wyjechać, odpocząć, nabrać dystansu.
I nie wkurzać się już tak mocno widząc, co się u nas dzieję.
A słowa z Czajki dodatkowo potęgują moją złość i coraz silniejszą chęć, by wylansować Skarb (niech w końcu coś będzie, czego nie trzeba się wstydzić)
***
Nie, domowych duszków zbutelkowanych nie czuję.
Ale może lać się morze czystej wódki - wszak to krewnica szklistego rozmrażacza.
RÓŻOWY! Nie masz serca Kobieto! I jak Twoja WW (to nie od Wim Wenders) championka in spe się w tym czuje? Jak Reese Whinterspoon?
No dobra, wracając ad rem i okolic. Spójrzmy co na temat stosunku chrześcijaństwa do elementów przezwyciężającej noc tradycji ma do powiedzenia Di Nola, który badał nieco podobne do bułgarskich zwyczaje w niektórych prowincjach włoskich:
W późniejszych wiekach religia chrześcijańska surowo potępiła owe zabawy, zabraniając odgrywania spektakli i organizowania tańców i mimów w pobliżu grobów oraz wykorzystywania ich w rytuałach żałobnych. Podobną determinację Kościół wykazywał (i nadal wykazuje) w zwalczaniu pozostałości dawnych gier i zabaw towarzyszących ludowym czuwaniom. Stanowisko takie można odnaleźć już w myśli św. Augustyna, który krytykuje zabawy związane z kultem relikwii męczennika Cypriana, biskupa Kartaginy, stratowanego podczas agro Sexti . Na miejscu jego męczeństwa wzniesiona została mensa Cypriani , do której wierni przybywali, aby odbywać w niej agapy: "Dlaczegóż to w miejscu, w którym winno się raczej śpiewać psalmy, ktoś miałby tańczyć? Kiedyś, nie tak dawno temu, gwar tańczących zakłócił spokój także i tego miejsca. Tego świętego miejsca, w którym spoczywa święte ciało wielkiego męczennika, którego jeszcze pamiętają najstarsi. To właśnie miejsce znieważone zostało bezczelną i plugawą obecnością histrionów. Przez całą noc rozbrzmiewały w nim nikczeme pieśni i tańce".
W Kalabrii chłopi wierzyli, że zmarły jeszcze miesiąc po śmirci jest obecny na tym świecie, należy mu więc zapewnić wikt i opierunek. Co wieczór po kolacji na stole zostawiano mu zatem talerz wypełniony jedzeniem, chleb i wino, oraz karafkę z wodą, a niekiedy także talię kart.
Na południu Bretanii, po pogrzebie krewni zmarłego udawali się na stypę, natomiast osoby starsze pozostawały na cmentarzu i rytualnie zadawali sobie zagadki. Synod w Malines w roku 1612 potępił podobne praktyki ze względu na ich rozwiązły charakter oraz zdarzające się przypadki pijaństwa.
Jak widać oswajanie śmierci przy pomocy tego, co jest źródłem witalności, było powszechne w różnych regionach Europy (i analogicznie także świata, choć głównie w Europie tak zaciekle był zwalczany).
Cytaty pochodzą z książki Alfonso M. di Nola, Tryumf Śmierci. Antropologia żałoby.
Dołączyła: 01 Maj 2007 Posty: 1805 Skąd: z 84 ptaszków
Wysłany: Czw Sie 21, 2008 3:58 pm
Ale ja nie wyczuwam w tym zapachu żadnego smutku, żadnej złości za zmiażdżenia.
Jeszcze wyraźnie wrażenia nie wykiełkowały, ale czuję tu odrodzenie. Siłę czegoś nowego, potężnego, odżywającego. Coś, co przez wieki stłamszone dojrzewało, spijało podziemny duch-spirit (tak, tylko czysta wódka, krystaliczna, bez owoców, bez dodatków) i za chwilę miało chlusnąć na powierzchnię, zmyć brudy i zawirować i zatańczyć.
To taki moment przed odrodzeniem, kiedy pod powierzchnią przygotowują się strumienie.
A poza tym spójrzcie na nuty: jęczmień, mirt, lubczyk, śliwka, kadzidło. To już pobudza wyobraźnię poetycką i podszturchuje żywioły powietrza i wody!
Żeby było jasne, nie mam nic przeciwko zmurszałej ziemi. Ale to chyba jasne, że wolę strumień... ekhem... wody, niż na przykład płynne specjały opisywane przez L. V. Thomasa (żeby pozostać przy temacie potencjalnego zmurszenia. Wrażliwych i jedzących uprasza się o nie- czytanie):
"w niektórych grupach etnicznych praktykowane jest spożywanie posok wypływających z gnijącego trupa: kapłan tybetański, w obrzędzie bon-po, zbiera je ceremonialnie w chochli i rozdziela w zbiorowej komunii. Na Madagaskarze, zgodnie z tradycyjnym rytuałem, Betsileo ekshumowali trupa po kilku dniach, zawieszali na słupie chaty, nacinali mu pięty i mieszali wypływająca ciecz z alkoholem dla zgromadzonych".
To mi się przypomniał Chan Krum pijący wino w "kielichu" z czaszki pokonanego cesarza Nicefora
A Skarb świetnie sie prezentuje, chociaż na drugim zdjęciu bardziej słowiańsko - w takiej stylizacji mógłby w "Dziadach" wystąpić, wygląda jak element tajemniczych obrzędów.
Nie no, to pierwsze też można związać silnie ze Słowiańszczyzną. Ta spływająca strugą Aqua Vitae, z polska zawana Okowitą
Tradycja popijania trunków z czaszek pokonanych przeciwników miała długą i bogatą tradycję, aczkolwiek niekoniecznie musiał to być konkretny nieprzyjaciel. Zasadniczo wystarczał dawno zmarły reprezentant kasty wrogów, vide casus Lorda Byrona, który znalazłszy w ogródku, będącym niegdyś przyklasztornym wirydarzem, czaszkę mnicha (jak wiadomo, kulawy bies nie przepadał za klerem), kazał ją oprawić w złotą podstawę i w czasie libacji z przyjaciółmi pił z tego kielicha. Ech, w romantyźmie to były libacje. I dziwić się potem, że nasz poeta doczekał się sportretowania przez Polidoriego jako wampir Ruthwen (Lord, jakżeby nie).
Przeczytałam opisy ,a z piersi mej wyrwało się poteżne westchnienie a moja dusza zawyła niczym potępieniec
Zgadzam się że w Skarbie
Annie napisał/a:
smutku nie ma nic a nic.
Skarb pachnie kadzidłem i zakurzonymi polnymi ścieżkami , przez które wcześniej prowadził mnie Victrix ( nie , nie byłam na Grunwaldzie ; stronię od wielotysięcznych zabaw pod gołym niebem ) Podobnie jak Victrix budzi siły witalne.
Rześki , gorzkawy jak wiązka ziół zerwana o świcie .
Mruczące , granatowe burzowe chmury zwiastujące potężną ulewę .
Uderzające w twarz pierwsze podmuchy nadchodzącej wichury. I echo tłuczonego szkła.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum